„Największym niebezpieczeństwem w czasach zamieszania nie jest zamieszanie; jest działanie z logiką przeszłości”. To stwierdzenie pochodzi od Petera Druckera, słynnego austriackiego profesora, pisarza i konsultanta zajmującego się tematem zarządzania i strategii. I nie mogło być bardziej dogodne w czasie globalnej pandemii. Wpadnięcie w tę wskazaną przez autora pułapkę nadal ma szkodliwy związek z innym znanym, ale często pomijanym zagrożeniem: zdrowym rozsądkiem.

Jej użycie w podejmowaniu decyzji, podobnie jak „logika przeszłości” (radzenie sobie z obecnymi zamętami tak, jak robiono to z dawnymi, ignorowanie różnic), może być przydatne, gdy wybór musi być dokonany szybko, bez wystarczającego czas na badania lub formalne podstawy teoretyczne, o ile konsekwencje i ryzyko są minimalne lub umiarkowane, a decydent ma wystarczającą wiedzę i doświadczenie, aby je uzasadnić. Gdy te warunki nie występują, istnieje wielkie niebezpieczeństwo, jak twierdzi amerykański socjolog i profesor Duncan Watts w książce Wszystko jest oczywiste, o ile znasz odpowiedź: jak zwodzi nas zdrowy rozsądek.

A obecny kryzys koronawirusa pozbawia nas przynajmniej jednego z tych warunków, ponieważ wiadomo, że konsekwencje społeczno-gospodarcze są poważne. Po pierwsze, śmierć, która będzie nieusuwalną traumą dla wielu setek tysięcy rodzin na całym świecie. Ludzkość straciła i będzie tracić talenty w niezliczonych dziedzinach i niestety będziemy tragicznie niewymiarowi. W sferze gospodarczej nie dyskutuje się już o tym, czy nastąpi globalna recesja, ale raczej o jej intensywności, czasie naprawy i środkach, jakie rządy mogą podjąć, aby przynajmniej zminimalizować jej skutki. W kontekście krajowym czynniki te są jeszcze gorsze, biorąc pod uwagę nasze problemy strukturalne, społeczne i historyczne, które niestety zmniejszają naszą zdolność do walki z wirusem i ograniczają szkody, jakie może wyrządzić zbliżający się kryzys gospodarczy.

„Logika przeszłości” i zdrowy rozsądek to tylko niektóre z przyczyn naszych słabości w stosunku do Covid-19, ponieważ wiele podjętych na ich podstawie decyzji z przeszłości doprowadziło nas do obecnego stanu. I, jak na ironię, są jednocześnie największym niebezpieczeństwem w obliczu pandemii. Wyraźnym tego przykładem jest zdroworozsądkowe oznaczanie środka A, B lub C jako magicznego rozwiązania, które niestety coraz częściej pojawia się w sieciach społecznościowych. „Taki a tacy wzięli to i zostali wyleczeni”, mówią niektórzy entuzjastycznie, pogardzając faktem, że inni również wyzdrowieli poprzez podawanie innych leków lub nawet bez żadnego leczenia, oprócz możliwych zagrożeń i skutków ubocznych. Innym błędem może być stosowanie strategii przyjętych w innych epidemiach, takich jak H1N1, ignorowanie istotnych różnic, takich jak szybkość zakażenia, śmiertelność oraz skoncentrowana i ciągła presja na system opieki zdrowotnej.

Ale jeśli w tym scenariuszu nie są to najlepsze narzędzia, do czego możemy się zwrócić? Nauka i dane okazują się być bardziej opłacalnymi sposobami, które pomagają chronić przed złymi decyzjami, które raz podjęte mogą kosztować wiele istnień i przyszłość naszego narodu. Jednak nauka nie jest ciasteczkiem z wróżbą. Jego instrumentalne ramy są pragmatyczne i rygorystyczne, dlatego wnioski z niego są wiarygodne, gdy wspierające je badania są prowadzone prawidłowo. Jednak jego zastosowanie wymaga odpowiedniego czasu i warunków.

Rozwiązanie złożonych problemów, takich jak to, z którym mamy dziś do czynienia, nie jest trywialne – obejmuje również aspekty etyczne i operacyjne. W klasycznym podejściu do walidacji leku należałoby np. losowo podzielić grupę pacjentów o równoważnej sytuacji i charakterystyce, aby podać go jednej grupie, a placebo (substancję niewpływającą na organizm) innej, aby następnie statystycznie porównać wyniki. Ale jak to zrobić u pacjentów w stanie krytycznym, którzy ze względu na swój stan są jednocześnie najbardziej potrzebującymi skutecznego leczenia i najbardziej podatnymi na śmierć z powodu ich braku lub nieadekwatności?

Z tych powodów większy nacisk na generowanie i analizę danych jest prawdopodobnie najbardziej wykonalną drogą, biorąc pod uwagę pilność i powagę sytuacji – zwłaszcza w odniesieniu do szeroko zakrojonego monitorowania osób zakażonych, nie ograniczonego do osób poddawanych leczeniu szpitalnemu, ale rozszerzonego na osoby z łagodnymi objawami i do ogólnej populacji, ponieważ duża część wirusa jest przenoszona przez osoby bezobjawowe. Potwierdza to wyniki krajów, które przyjęły masowe testy i zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), ponieważ stanowią one ważny instrument zarządzania kryzysowego i alokacji ograniczonych zasobów, takich jak maski oddechowe i środki ochrony osobistej

Wymaga to jednak rygoru, standaryzacji i niezawodności; w przeciwnym razie możemy podejmować błędne decyzje, ponieważ są one oparte na niedokładnych lub niekompletnych informacjach. A biorąc pod uwagę ograniczone zasoby, próbkowanie probabilistyczne, zwłaszcza wśród bezobjawowych, może być nieocenionym zasobem, ponieważ pozwala na mniejszą liczbę testów, co pozwala nam wiarygodnie uogólniać wyniki. W ten sposób statystyki i informacje okazują się potężnymi narzędziami do zarządzania i podejmowania decyzji, jeszcze intensywniej w czasach zawirowań.

Jeanfrank TD Sartori, magister zarządzania informacją i specjalista Business Intelligence, jest konsultantem w Grupo Positivo.

JeanFrank TD Sartori

Gazeta do Povo, 04.2020

Oryginalny link | Publikacja PDF

Logika przeszłości i zdrowy rozsądek w czasach zamętu